A właśnie, że się da!

O mnie: Programista za dnia, matematyk po zmroku. 27 lat. Interesuję się wizualizacją danych i językami programowania. Ostatnio dużo czasu spędzam z Clojure, dialektem Lispa dla JVM. Rok 2009 spędzam w Kopenhadze i okolicach, gdzie pracuję w małej firmie software'owej.

piątek, 19 października 2007

"Zamieć" Stephensona w Polsce

Za kilka dni w księgarniach znajdzie się jedna z najlepszych książek, przeczytanych przeze mnie w ciągu ostatnich 2-3 lat. Mówię o "Zamieci" Neala Stephensona (ang. Snow Crash). Jest to science-fiction w najlepszym wydaniu, w szczególności podobać się powinno geekom i gatunkom pokrewnym. Przy lekturze co chwilę musiałem podnosić szczękę z podłogi, zwłaszcza podczas wywodów o sumeryjskiej mitologii. Esensja zamieściła tłumaczenie pierwszych sześciu rozdziałów. Czytałem tę powieść w oryginale i niestety polska wersja językowa nie działa na mnie tak jak angielska. Sprawdź sam.

Opublikowano o 20:22 # 0 komentarzy

poniedziałek, 1 października 2007

Mianowali mnie kapralem

W piątek wieczorem wróciłem do domu po sześciu tygodniach w wojsku. Na odchodne mianowali mnie kapralem.

Najpierw trochę luźnych myśli o wojsku, a potem pokrótce opiszę czego można się spodziewać na Kursie Szkolenia Rezerw, jeśli trafi się do Koszalina.

Jeszcze w czerwcu, gdy dostałem wezwanie z WKU, założyłem z góry, że te 6 tygodni będzie czasem straconym. Jednak lepiej zmarnować sześć tygodni wakacji niż 3 miesiące "dorosłego" życia (tzn. tego, które zaczyna się po studiach). Teraz, kiedy jest już po wszystkim, przyznaję, że trochę się myliłem.

Nie można tego czasu nazwać całkowicie zmarnowanym. Służba w wojsku, nieważne jak długa czy krótka, zawsze będzie ciekawym doświadczeniem. Poza tym, gdzie indziej można się pobawić rakietami typu ziemia-powietrze? Poznało się fajnych ludzi z różnych zakątków Polski (sami studenci, bo nie mieszali nas z żołnierzami służby zasadniczej) i pospacerowało nad Bałtykiem (ostatni raz byłem nad naszym morzem 19 lat temu) - nie żałuję. Jednak nie ma co ukrywać, że ogromne jego ilości roztrwonione zostały na pewne wojskowe obrzędy, w których do dzisiaj sensu nie widzę (np. przygotowania na przysięgę).

W Koszalinie zakwaterowali nas (tzn. studentów) w internacie - warunki zbliżone do tych panujących na akademikach. Pokoje 2-4 osobowe. Rzeczy cywilne można (właściwie to trzeba, bo nikt nie zaoferował alternatywy) trzymać w pokoju, więc można wziąć sobie coś do czytania, komórkę i inne gadżety. Jadaliśmy w Kasynie Wojskowym, gdzie karmią dobrze i obficie.

Przez pierwsze 2 tygodnie mało jest wolnego czasu i nie ma przepustek. Musztra, musztra, musztra. Po przysiędze były przepustki stałe (dni powszednie, od 15:30 do 21:30) i jednorazowe na weekend.

Było nas 7 plutonów, z czego mój jako jedyny został przekwaterowany do Dąbek - miejscowości położonej bezpośrednio nad morzem (ok. 100m od jednostki do plaży). Dąbki to mała mieścina i nie ma tam za bardzo co robić, zwłaszcza po sezonie. Ale szczerze mówiąc w Koszalinie też nie, więc jeśli mam nic nie robić, to wolę nic nie robić na plaży, słuchając szumu morskich fal (można też pograć w nogę na piasku i poobcierać sobie nogi).

Każdemu plutonowi przydzielona zostaje jakaś specjalność; mój pluton (pluton 5. - najlepszy) zajmował się przeładunkiem rakiet przeciwlotniczych. Jakiś poradziecki sprzęt, który jeszcze zapełnia magazyny polskiej armii.

Nie ma fali i innych tego typu bzdur. Ogólnie byliśmy traktowani inaczej niż np. służba zasadnicza, choć po wybrykach plutonów, które zostały w Koszalinie, w przyszłym roku dyscyplina prawdopodobnie zostanie zaostrzona.

Całość kończy się egzaminem - jeśli nie spało się na zajęciach, nie powinno być problemów.

Opublikowano o 19:57 # 0 komentarzy

Dzielenie Przez Zero wchodzi w skład Halting Problem.net.